Licencjonowanie treści – jak sprzedawać swoje filmy i zdjęcia firmom i mediom?
Możesz mieć viral, który obejrzy pół internetu – i nie zarobić na nim ani złotówki. A możesz wrzucić film, który zgarnie kilkaset wyświetleń, ale potem sprzedać go do globalnej telewizji za kilka tysięcy. Klucz? Licencjonowanie. To najcichszy, ale jeden z najbardziej realnych sposobów na monetyzowanie tego, co już masz na dysku. Bez tworzenia kolejnych materiałów, bez algorytmów i pogoni za współpracami.
Media czy marka? Licencjonowanie to dwa zupełnie różne światy i zupełnie inne stawki
Sprzedajesz to samo wideo, ale raz dla stacji telewizyjnej, a raz dla marki? Zapomnij o tej samej wycenie. Media i brandy to dwa kompletnie różne modele działania, budżety i potrzeby – i jeśli chcesz na tym zarobić, musisz to rozróżniać od pierwszej wiadomości.
Co warto wiedzieć?

Odkryj potencjał swojej marki osobistej!
Dołącz do platformy, na której twórcy mogą zarabiać on-line i budować siłę swoich marek osobistych, polecając produkty oraz usługi marek i partnerów, których naprawdę szanują.
- Media (np. TVN, Reuters, New York Post) płacą zwykle mniej, działają szybko, potrzebują newsów lub virali.
- Marki (np. Xiaomi, Bosch, Allegro) płacą więcej, ale oczekują szerokich praw – często wyłącznych i na długo.
- Media kupują konkretną treść do wykorzystania raz – np. w serwisie lub programie.
- Marki chcą mieć pewność, że konkurencja nie użyje tego samego – i zapłacą za to ekstra.
Zdarza się, że to samo wideo jest warte 300 zł dla portalu newsowego i 3000 zł dla marki, która chce go użyć w kampanii. Dlatego zanim odpiszesz „jasne, możecie wrzucać” – zapytaj, jaki będzie zakres użycia, kto jest klientem końcowym i na jak długo chcą prawa.
Ile naprawdę warte jest Twoje wideo? Czyli jak wyceniać prawa, by nie sprzedać wszystkiego za 500 zł
To nie jest tak, że Twoje wideo „jest warte tyle, ile ktoś chce zapłacić”. Jest warte tyle, ile obejmują prawa, które sprzedajesz. A tych jest więcej, niż myślisz: czas trwania licencji, pole eksploatacji, wyłączność, terytorium, format i jeszcze parę innych zmiennych.
Jak możesz wyceniać swoje treści?
- Creation Fee – jeśli robisz coś na zamówienie (czyli nie tylko oddajesz gotowy materiał).
- Usage Fee – stawka za prawo do użycia już stworzonej treści.
- Dodatki:
– wyłączność (np. tylko dana marka może używać materiału)
– czas trwania (3 miesiące, rok, wieczysta licencja)
– zasięg (Polska, Europa, global)
– media (online, TV, digital OOH itp.).
Przykład? Filmik z recenzją ekspresu, który normalnie zarobiłby 200 zł na afiliacji, może być wart 1500–2500 zł dla marki, która chce go użyć w reklamie. Ale tylko jeśli nie oddasz praw wieczystych „w pakiecie”.
Zasada jest prosta: im szersze prawa – tym większa kasa. A jeśli ktoś chce „całość, do wszystkiego, na zawsze” – to nie 500 zł, tylko stawka zaczynająca się od kilku tysięcy.
“Hi, we’re from ViralHog” – czy warto oddać prawa pośrednikom, czy lepiej ogarniać sprzedaż samemu?
Jeśli Twoje wideo jest viralem, bardzo możliwe, że odezwie się do Ciebie ktoś z ViralHog, Storyful, Newsflare albo innej agencji licencyjnej. Brzmi profesjonalnie – i często tak jest. Ale zanim oddasz wszystkie prawa za 300 dolarów, warto się zastanowić, co faktycznie podpisujesz.
Co daje pośrednik?
- Zasięg i dystrybucję – Twój film może trafić do kilkunastu dużych redakcji.
- Gotową sieć klientów – np. media, które regularnie kupują od danej platformy.
- Obsługę prawną i techniczną – nie musisz ogarniać faktur, umów, form płatności.
Ale też!
- Oddajesz część praw (lub wszystkie), często bez kontroli nad tym, gdzie film się pojawi.
- Zarabiasz raz, nawet jeśli Twoje wideo pojawi się potem w 50 materiałach.
- Nie masz wpływu na stawki – ViralHog może sprzedać film dalej za 10x tyle.
Dla kogo to ma sens? Jeśli zależy Ci na szybkim zarobku, nie masz siły ogarniać wszystkiego sam, a film nie ma dla Ciebie dużej wartości wizerunkowej. Ale jeśli to materiał, który może pracować długoterminowo – lepiej iść samemu lub skonsultować umowę z prawnikiem.
Pułapki w umowach licencyjnych – jak jednym zdaniem oddać prawa na zawsze (i jak tego uniknąć)
Największe pieniądze często tracisz nie dlatego, że sprzedałeś tanio – tylko dlatego, że sprzedałeś za dużo. I to dosłownie jednym zdaniem w umowie, którego nie zauważyłeś. Bo kto wczytuje się w „in perpetuity”, „all media now known or hereafter devised” albo „worldwide rights”?
Na co uważać?
- „Na zawsze” – czyli „in perpetuity” – oznacza, że nie możesz już sprzedać tego samego filmu innym, nawet za 10 lat
- „All media known” – czyli nawet technologie, które jeszcze nie istnieją (np. sztuczna inteligencja, VR)
- „Work made for hire” – jeśli widzisz ten zapis, to… oddajesz autorstwo. Totalnie.
Co robić?
- Negocjuj czas trwania licencji – np. 3, 6 lub 12 miesięcy
- Ogranicz pola eksploatacji – np. tylko social media, bez TV
- Nie podpisuj w ciemno – zawsze możesz zapytać prawnika lub doświadczonego twórcę
- Dodaj klauzulę: „prawa niewyłączne” – jeśli chcesz sprzedać materiał więcej niż jednej marce
Nie chodzi o to, żebyś się prawniczył z każdym mailem. Ale jeśli ktoś chce „pełnię praw” za małe pieniądze – odpuść albo zaproponuj inny zakres. Twoje treści mają wartość. I będą ją mieć również za rok.
Nie czekaj, aż ktoś zapuka – sprzedawaj sam. Jak aktywnie pitchować swoje treści i komu je oferować?
Licencjonowanie nie musi być pasywne. Nie musisz czekać na maila od agencji – możesz sam pisać do firm i mediów. I wbrew pozorom nie musisz mieć znajomości, kontaktów ani CV w branży. Potrzebujesz tylko dobrego materiału i dwóch-trzech sensownych zdań.
Jak to zrobić?
- Zidentyfikuj potencjalnych klientów – np. firmy, które sprzedają produkt z Twojego filmu, media branżowe, serwisy tematyczne.
- Wyślij konkretnego maila – z linkiem do filmu, propozycją użycia i krótkim opisem.
- Dodaj widełki cenowe – np. „licencja niewyłączna na 3 miesiące: 700–900 zł”.
- Zaproponuj dodatkowe opcje – np. wykorzystanie klipu w kampanii, repost, wersję bez logo/wodotrysku.
Przykład? Masz filmik z recenzją robota kuchennego, który zrobił 10k wyświetleń. Napisz do producenta – albo do agencji, która go obsługuje. Zaoferuj materiał z prawami do wykorzystania na stronie i w socialach. To realny deal – nie raz, nie dwa się udaje.
I pamiętaj: to, że coś mało się obejrzało na TikToku, nie znaczy, że nie ma wartości. Dla marki liczy się jakość, kontekst i „zgodność z narracją” – nie zasięg. Jeśli pokażesz to sensownie, masz większe szanse, niż się wydaje.
Nie musisz być viralem. Licencjonowanie działa też z małą widownią – jeśli masz coś wartościowego
Nie masz virala? Spoko. Masz dobre treści? To wystarczy. Licencjonowanie nie działa jak TikTok – nie leci na wyświetleniach. Tu wygrywa to, co unikalne, dobrze nagrane, zgodne z potrzebami kupującego.
Przykłady:
- Nagrywasz estetyczne ujęcia kawy i ekspresów? – znajdziesz kupców wśród producentów
- Masz drona i fajne ujęcia gór? – zgłoszą się agencje turystyczne
- Zrobiłeś tutorial, który krok po kroku pokazuje działanie narzędzia? – to złoto dla marek DIY
Firmy i media szukają materiałów użytkowych, a nie tylko śmiesznych momentów z kota. A jeśli potrafisz je sensownie oznaczyć, uporządkować i podesłać – jesteś już 3 kroki przed resztą internetu.
FAQ
Czy mogę sprzedać to samo wideo kilku firmom?
Tak – jeśli nie udzielasz licencji wyłącznej. Możesz licencjonować treść wielokrotnie, o ile nie przekroczyłeś zapisów poprzedniej umowy.
Czy muszę mieć działalność, żeby sprzedać licencję?
Nie – możesz to zrobić jako osoba fizyczna w ramach działalności nierejestrowanej, dopóki nie przekraczasz progu przychodów (3499,50 zł/mc brutto w 2025 r.).
Co jeśli ktoś użył mojego filmu bez pytania?
Masz pełne prawo do wezwania do zaprzestania naruszenia praw autorskich i do zapłaty wynagrodzenia. Warto mieć screeny, daty publikacji, pliki źródłowe.
Ile mogę wziąć za 30 sekundowy film?
To zależy od zakresu licencji. Przykładowo:
- użycie w social mediach PL przez 3 miesiące: 300–800 zł
- reklama globalna z wieczystą licencją: 2500–5000+ zł

Customer Service & Marketing Specialist w RefSpace, z pasją do rozwoju technologii AI oraz psychologii zakupów. Odpowiada za obsługę klientów, współpracę z Twórcami, Dostawcami i rozwój aplikacji. Wieloletnie doświadczenie jako Makeup Artist pozwala jej lepiej rozumieć mechanizmy zaufania do polecanych produktów i rozumieniu potrzeb klientów.






























